Strona główna 9 Aktualny numer 9 Orłowo to pocztówka z dawnych czasów

Orłowo to pocztówka z dawnych czasów

utworzone przez | maj 28, 2026 | Aktualny numer, slider top, Wywiady

Orłowo często przywołuje skojarzenia z dawną pocztówką – spokojne, nieco na uboczu, zachowujące swój rytm mimo zmieniającej się rzeczywistości. Ten właśnie wymiar miejsca – jego cisza, ulotność i osobisty charakter – stał się punktem wyjścia dla wystawy fotografii dr Dominiki Rafalskiej „Orłowo zaklęte”, odbywającej się od 14 kwietnia do 8 maja 2026 roku w Bibliotece Uniwersytetu Gdańskiego. Prezentowane na niej fotografie są zapisem wieloletniej relacji autorki z Orłowem – miejscem, które pozostaje niezmienne w swojej istocie, a jednocześnie za każdym razem „widziane jest” inaczej poprzez światło, pogodę i nastrój. W rozmowie z Agnieszką Bień dr Dominika Rafalska opowiada o swojej intuicji w fotografowaniu, o potrzebie ciszy i dystansu wobec pośpiechu współczesnego świata, a także o Orłowie jako przestrzeni wolnej od masowej turystyki, wciąż zachowującej swój niepowtarzalny klimat.

▶ Mówi pani o Orłowie jako „swoim miejscu”. Kiedy poczuła pani, że to już nie tylko przestrzeń, ale coś bardziej osobistego?

Z Orłowem jestem związana od kilkunastu lat. To miejsce zawsze było dla mnie ważne, piękne, stanowiło inspirację, dawało wytchnienie, ciszę, odpoczynek. Traktowałam je i traktuję jako przestrzeń, w której odnajduję wolność, w której mogę cieszyć się kontaktem z przyrodą – z morzem, lasem… To moja wewnętrzna potrzeba – znalezienia ciszy, równowagi, oddechu w świecie, który jest hałaśliwy i chaotyczny. Nie wiem, kiedy zaczęłam tak myśleć, ale na pewno myślę tak coraz częściej.

▶ Czy wystawa powstała bardziej z potrzeby dokumentowania, czy też – przeżywania?

Robiąc te zdjęcia, nie myślałam o dokumentowaniu, ale to faktycznie ważny aspekt – Orłowo zmienia się na naszych oczach, plażę regularnie zalewają wody zatoki, a klif, którego najpiękniejsze oblicze widzimy właśnie z orłowskiej plaży – osuwa się. To miejsce jest nie tylko piękne, ale też kruche i ulotne. Warto je dokumentować na różne sposoby: za pomocą zdjęć, obrazów, tekstów literackich.

▶ Wystawa jest zapisem wieloletnich powrotów na tę samą trasę. Jak zmieniało się pani widzenie tego miejsca w czasie?

Dla mnie jedyne, co się zmienia w tym miejscu, to pory roku, warunki atmosferyczne: mgła, ostre słońce, deszcz, sztorm, lód na wodach zatoki… Cieszę się, że Orłowo jest w dużym stopniu wciąż niezmienne, naturalne, piękne, niezniszczone masową eksploatacją człowieka. Zawsze je tak postrzegałam – jako ewenement, pocztówkę z dawnych lat.

▶ Jak decyduje pani, że dany moment warto sfotografować, skoro wraca pani w te same miejsca setki razy?

Fotografując, uczymy się myśleć i patrzeć kadrami. To w dużym stopniu intuicja. Czasem szukam jakiejś sceny, zdarzenia, czasem po prostu atmosfery, klimatu, na stroju.

▶ W opisach wystawy pojawia się motyw ciszy i samotności: czy to świadomy sprzeciw wobec „turystycznego” spojrzenia na Orłowo?

Masowa turystyka to rak współczesnych czasów. Bezmyślna, bez refleksyjna, przerażająca, niszczycielska. Dotyczy to wielu miejsc na świecie, dosłownie zadeptywanych i eksploatowanych do granic nie przyzwoitości. Myślę, że Orłowo wciąż ma szczęście pozostawania na marginesie trójmiejskiej masowej turystyki. Dzięki temu zachowało swój niepowtarzalny klimat starego uzdrowiska, maleńkiej przystani rybackiej, pięknego pleneru dla artystów czy fotografów.

▶ Dlaczego na pani fotografiach tak rzadko pojawiają się ludzie?

Nie szukam ich. Orłowo to dla mnie przestrzeń i natura. Naj bardziej cieszą mnie spotkania ze zwierzętami: psami, końmi, wiewiórkami, wróblami i łabędziami. Są piękne i dobre.

▶ Jakie emocje chciałaby pani zostawić widzowi po obejrzeniu wystawy?

Chciałabym, aby każdy znalazł własne emocje. Dla mnie najważniejsze jest to, że mamy w Trójmieście tak piękne i ulotne miejsce. Mam nadzieję, że jeśli po mojej wystawie ktoś je dla siebie odkryje, to będzie je szanował i cenił, i że będzie dzięki niemu szczęśliwszy, spokojniejszy.

▶ Wystawa wpisuje się w obchody 100-lecia Gdyni. Czy w czasie jej przygotowywania miała pani poczucie dialogu z historią miasta?

Pięć lat temu wzięłam udział w moim pierwszym konkursie fotograficznym „Gdynia fotogeniczna”. Zaproszono do niego zarówno mieszkańców miasta, jak i przyjezdnych. Mieliśmy pokazać Gdynię widzianą naszymi oczami. Wysłałam na tamten konkurs kilka zdjęć – wszystkie z Orłowa. Jedno z nich znalazło się na wystawie pokonkursowej – przedstawiało konia z jednej z orłowskich stadnin. Podobno tylko ja spośród dziesiątek uczestników sfotografowałam tego konia, konia w ogóle i nie wielką stadninę w Gdyni. To było moje spojrzenie, mój głos w „dyskusji” o Gdyni. Ludzie fotografowali statki, kamienice i wiele innych obiektów, a ja sfotografowałam konia wśród kwitnących drzew. Dla mnie Gdynia to Orłowo, las, morze, wzgórza jak z baśni dla dzieci, zwierzęta. Dzisiaj, w stulecie miasta Gdyni, wracam z nowym głosem poświęconym temu miejscu. Chciałam, aby wystawa „Orłowo zaklęte” była moją osobistą opowieścią o Gdyni. To nie jest opowieść obiektywna. Jest ona po prostu moja.

▶ Dziękuję za rozmowę


Dominika Rafalska – dziennikarka, redaktorka, adiunkt w Instytucie Mediów, Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Gdańskiego. Fotografka dokumentująca ulotne chwile (Instagram: dominika_rafalska).