W sali Muzeum Narodowego w Gdańsku panuje półmrok, który nie jest ciemnością, lecz ciszą. Ciszą, która pozwala obrazowi mówić. A mówi on od pięciu stuleci – do kupców, do pielgrzymów, do uczonych, do turystów, do tych, którzy przyszli tu przypadkiem, i do tych, którzy wracają do niego jak do starego przyjaciela. Sąd Ostateczny Hansa Memlinga, arcydzieło niderlandzkiego malarstwa, nie miał nigdy znaleźć się w tym miejscu. A jednak to właśnie tutaj obraz odnalazł swoje drugie życie.















